Oficjalny serwis Unii Tarnów ŻSSA

Stanisław Burza: „Pełny stadion, świetna atmosfera. Miło to wspominam”

09/15/2019 14:27:17
Przemysław Frączek

– Przemysław Frączek: Publiczność dzisiaj co prawda nieliczna, ale powiedz, jakie to uczucie wrócić na domowy tor po tylu latach?

– Stanisław Burza: Kiedyś zastanawiałem się czy jeszcze przed końcem kariery będzie okazja pościgać się na tym torze. Dzisiaj się udało. Miło było wystąpić przed kibicami tarnowskimi, bo szczerze mówiąc trochę się stęskniłem. Myślę, że same zawody mogły się podobać, tor był dobrze przygotowany, było kilka mijanek. Trochę brakowało mi jednak większej ilości kibiców na trybunach.

– PF: Opowiedz nieco o sprzęcie na jakim dziś jeździliście, bo nie jest to typowy sprzęt ligowy.

– SB: Co prawda nie planowałem ścigać się na tym sprzęcie, bo uważam, że nie jestem już na tym etapie kariery żeby w jakimś stopniu testować czy to się będzie nadawało do użytku w przyszłości. Udało się jednak pojeździć na tej Jawce. Motocykl całkiem fajnie prowadzi się na dystansie. Nieco inne są natomiast momenty startowe niż na motocyklu czterozaworowym. Brakuje trochę mocy w porównaniu z tym naszym sprzętem ligowym.

– PF: Masz na pewno wiele fajnych wspomnień z Tarnowa, bo w końcu były wielkie sukcesy. Masz takie, do których lubisz wracać ze szczególnym sentymentem?

– SB: Wiadomą rzeczą jest, że bardzo często wracam myślami do sezonu, w którym po raz pierwszy zdobyliśmy tytuł Drużynowych Mistrzów Polski. Stadion był wypełniony do ostatniego miejsca. Świetna atmosfera, a dla nas taki pierwszy wielki sukces. Rok później obrona tego tytułu na torze w Bydgoszczy. Bardzo się cieszę, że mogłem być częścią tej Unii, która wchodziła i weszła na ten najwyższy szczebel. To są momenty nie do zapomnienia, dla mnie, dla kibiców, dla wszystkich ludzi, którzy wtedy przychodzili na stadion. Bardzo miło to wspominam.

– PF: W tym sezonie była Wanda Kraków, a sam początek, bardzo zresztą udany, na sprzęcie, który służył Ci już jako pokazowy podczas wizyt w szkołach czy przedszkolach.

– SB: To wyszło w zasadzie przypadkiem. Miałem pełnić rolę trenera, ale pojawiły się problemy kadrowe i przed samymi zawodami okazało się, że brakuje nam tego jednego zawodnika. Dlatego wskoczyłem na motocykl, który przywiozłem na rezerwę dla Krystiana Stefanowa. Faktycznie okazało się, że trzeba jechać na motocyklu pokazowym. Mimo wszystko bez przygotowania, bez treningu udało mi się pojechać fajne zawody.

– PF: A jak to wyglądało w dalszej części sezonu? Na ile wymagająca pod tym kątem okazała się druga liga?

– SB: W trakcie sezonu oczywiście było inaczej. Musiałem się dosprzętowić, oddać sprzęt do serwisu, tak żeby później stanąć pod taśmą i mieć na czym jechać. Druga liga wcale nie jest taka prosta. Startuje tam bardzo wielu zawodników i jeśli coś nie gra w sprzęcie, to też nie da się zdobywać punktów. Przykładem może być choćby Tero Aarnio, który w różnych turniejach potrafił pokonywać zawodników nawet ekstraligowych. To nie jest jakiś olbrzymi przeskok. W drugiej lidze są na tyle duże pieniądze, że zawodnicy mogą na bieżąco inwestować w sprzęt i przygotowywać go najlepiej jak można. Te ligi oczywiście zawsze będą się różnić, ale dziś wszyscy robią silniki u najlepszych tunerów, bez względu czy jest to Ekstraliga, I liga czy II liga.

– PF: W wielu meczach byłeś w zasadzie jedynym zawodnikiem, który punktował na dobrym poziomie. Jakie emocje towarzyszą, kiedy widzisz, że reszta drużyny nie nadąża za rywalami i po kilku biegach już jest właściwie wszystko jasne.

– SB: Przede wszystkim fakt, że Wanda wystartowała to duży sukces. Był problem zadłużenia z poprzednich lat, a my jednak chcieliśmy tę jazdę kontynuować. Tak jak mówiłem wcześniej, moim zadaniem miało być prowadzenie drużyny, ale z powodu braków kadrowych musiałem usiąść na motocykl i uzupełnić skład. Szczególnie w końcowej fazie sezonu mieliśmy drużynę złożoną praktycznie z juniorów. Dla tych zawodników najważniejsze jest, aby jeździć i się rozwijać. Ja byłem tam takim punktem napędowym tej drużyny.

– PF: Dziś w żużlu wytworzył się taki model szkoleniowy, że chłopaki zaczynają od miniżużla, potem stopniowo przechodzą na większy sprzęt, na motocykle 250 ccm i dopiero później na 500 ccm. Kiedy Ty zaczynałeś było zupełnie inaczej, a Ty rozpocząłeś treningi szczególnie późno…

– SB: Późno zacząłem interesować się żużlem i kiedy zdecydowałem się już na jazdę to byłem pełnoletni. Już wtedy mówiono mi, że jestem już zbyt wiekowy. Będę miał zbyt krótki okres żeby się rozwinąć i po prostu nie będę miał na to szans. Po rozmowie z trenerem Wardzałą dostałem szansę, ale otrzymałem bardzo proste i jasne warunki. Dostałem trzy treningi i była umowa, że jeśli postęp będzie widoczny to będę jeździł, jeśli nie to kończymy z tym. Okazało się, że pierwszy trening poszedł dobrze, drugi lepiej, a w trzecim było już bardzo dobrze. Miałem bardzo szybkie szkolenie i obycie z prędkością. Myślę, że jak ktoś się szybko rozwija i robi postępy to może nadrobić ten „stracony” czas, ale takich zawodników jest bardzo mało. Trafiłem też na taki okres gdzie Unia się rozsypywała i każdy żużlowiec był potrzebny. Mimo, że nie miałem żadnego doświadczenia, to od razu po zdaniu licencji startowałem już w zawodach ligowych. Szło mi coraz lepiej i tak kontynuuję tę jazdę po dzień dzisiejszy.

– PF: Ten dzisiejszy model szkolenia, o którym wcześniej wspomniałem jest lepszy?

– SB: Tak, wiadomo, że dla dziecka to jest najlepsze, bo zaczyna od słabszego i mniejszego motocykla, a potem stopniowo zwiększa się tę moc. Dla niego to jest łatwiejsze i przede wszystkim bezpieczniejsze niż od razu na duży motor. Przychodzi jednak taki moment, gdzie chłopaki mają po 15 lat, już próbują tych 500 i wydaje mi się, że wtedy już nie powinni się wracać na 250. Im już wtedy ewidentnie brakuje mocy, bo mają inne przyzwyczajenia. Wydaje mi się, że to powinno być bardziej ograniczone, żeby nie mieszać chłopaków, którzy dopiero wsiadają na motocykl z tymi, którzy już jeżdżą w zawodach. Czasem chłopaki szybciej się rozwijają i fizycznie, wagowo już też nie pasują na mniejszy sprzęt. To jest jednak fajny system, szczególnie dla zawodników, którzy wiedzą czego chcą. W wieku 12-13 lat wiadomo, że jeszcze taki zawodnik nie ma pełnej świadomości tego, co chce w życiu robić. Zawodnik 15-16 letni jest już bardziej ukierunkowany i jeśli tylko się rozwija i przyswaja wiedzę, którą mu się przekazuje to można z niego zrobić fajnego zawodnika.

– PF: Dziękuję za długą i owocną rozmowę.

– SB: Dziękuję i pozdrawiam.


grupa-azotyGrupa Azoty – Główny Partner Unii Tarnów to największy koncern chemiczny w Polsce. Przedsiębiorstwo zajmuje się m.in. produkcją nawozów mineralnych i wieloskładnikowych. Ponadto takie produkty jak kaprolaktam, poliamid, alkohole OXO czy biel tytanowa mają silną pozycję w sektorze chemicznym oraz zajmują swoje zastosowanie w wielu gałęziach przemysłu.

Sponsorzy i partnerzy

grupa-azoty

saletrosanNOXY

ewinner

wesbudalcapone

wia-lanwamexsamrozkwitnad-stawkiemmrowkampgk-1krystankluzahektordunajecdekercezarcarsprintarkanagriaRigatoniMATBUDGaleria TarnoviaTarnowska TV HD

rehamedica
budpolLotto
Frukt

Tarnów

mis-serwis-techniczny

eska

 

 

 

 

Firma Remontowo Budowlana Rafał Nytko

Ogrody Aurora

 

Wykonanie strony Internetowej z przez Agencję Marketingową AdVIST