Oficjalny serwis Unii Tarnów ŻSSA

Wiktor Kułakow: „Dobrze, jakby było więcej kibiców”

05/24/2019 10:33:07
Przemysław Frączek

Liderem tarnowskiej Unii w wygranym 49:41 pojedynku z Orłem Łódź, był Wiktor Kułakow. Rosjanin na swoim koncie zapisał 13 punktów z bonusem. O braku kompletu zadecydował jeden bieg, w którym niemal zanotował on upadek.

Po ostatnich rezultatach, gdy nie zawsze szło, tak jakby sam chciał, nasz rozmówca nie zawsze miał dobry humor. Tym razem wyglądało to inaczej, co było widać zarówno na torze, jak i poza nim. Nawiązując do nieco niebezpiecznej sytuacji, ostatecznie udało mu się opanować motocykl, również dzięki małej pomocy rywala. – Czy ja wiem, czy humory są lepsze? Już przed meczem miałem lepszy nastrój, bo gdy jest taka ładna pogoda i świeci słońce, to człowiek chce się uśmiechnąć i coś robić. W tym biegu, który przegrałem, mogłem upaść. Wiadomo jak to jest – gdy rywal uderza w koło, można albo się położyć od razu, albo jechać. Wtedy Rafał Okoniewski „pomógł” mi – popchnął mnie i ja się podniosłem, utrzymałem na motocyklu. Parę razy tam „połokciowaliśmy”. Na szczęście udało się nie przywieźć zera w tym biegu. Wyniknęło to jednak poniekąd z mojego błędu, bo rozluźniłem się trochę na starcie i tak wyszło. Wyjechałem za szeroko, popełniłem błąd. Sprzęt jechał dobrze, wszystko było ok, co zresztą widzieli kibice. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej, nie będzie takich pomyłek. Chcę utrzymać stabilną formę. Będą później mecze wyjazdowe i kilka tych torów muszę zobaczyć, bo np. w Łodzi i Gnieźnie jeszcze nie jeździłem, więc muszę sprawdzić, jak tam startować – mówił po wygranym pojedynku z Orłem, Wiktor Kułakow.

W meczu z łodzianami widać było, że starty wychodziły gospodarzom na pewno lepiej niż w tych przeciwko Lokomotivowi Daugavpils i Arged Malesa TŻ Ostrovii Ostrów Wielkopolski. Do ideału jeszcze jednak trochę zostało. – Brakuje jeszcze powtarzalności w tych startach. Raz wyjdzie, raz nie, innym razem jakieś zawahanie. Teraz każdy ma sprzęt dobry i taki moment wątpliwości, powoduje, że jest po Tobie. Cały czas brakuje tej powtarzalności – przyznał samokrytycznie.

Wpływ na dobry wynik zespołu mógł mieć trening, który dzień wcześniej odbył się w warunkach bardzo zbliżonych do meczowych. – Ja przyjechałem do Tarnowa wcześniej, bo chciałem po prostu pojeździć. Prawie tydzień się nie ścigałem, ponieważ byłem w Rosji. Tam jeździłem na całkiem innym torze. Można powiedzieć, że był to odmienny świat, nad Japonią (śmiech). Mecz był rozgrywany we Władywostoku, więc „trochę” daleko stąd. Dlatego chciałem się wcześniej pościgać i pojeździć w Tarnowie – wytłumaczył ostatnie dni, poprzedzające mecz z łodzianami.

W sobotnim spotkaniu gospodarze kilkukrotnie pokonywali rywali na dystansie. Dało się to zrobić często po zewnętrznej części toru, zwłaszcza na wyjściu z drugiego łuku. Tę wiedzę upadkiem przypłacił jednak Kai Huckenbeck. W jednym z wcześniejszych biegów wyprzedził on tak Mateusza Cierniaka, w czternastym natomiast „wciągnęła” go już banda. – Po upadku Huckenbecka, ja też pojechałem  w ostatnim biegu trochę szeroko i tam czuć było luźną nawierzchnię, która nieco „wciągała”. Jest takie jej zejście na dół do bandy, ona trochę schodzi i wciąga. Gdy uderzy się w nią przy takiej prędkości, nieco zahaczy tylnym kołem, to po prostu już się leci – wyjaśnił „zachowanie” tarnowskiego toru.

Poprzednie wyniki tarnowian na własnym obiekcie, do których doszło w tym sezonie, nie były zbyt „okazałe”. Minimalna wygrana z Lokomotivem i porażka z ostrowianami pozostawiały sporo do życzenia według tarnowskich kibiców. Wszystko to jednak sprowadzało się do przygotowania przed meczem. W końcu można było odbyć normalny trening, a w słońcu – podobnie, jak na wyjeździe w Gdańsku – podopieczni Tomasza Proszowskiego radzili sobie już lepiej. – Oby nam tak dalej szło i abyśmy wygrywali coraz wyżej. Dobrze byłoby, aby kibiców było  więcej. Teraz widzieliśmy nieco mniej osób niż ostatnio, bo również było Grand Prix. Mam nadzieję, że będzie ich przybywać. Gdy będzie dobry wynik, to i ludzie się pojawią na naszym stadionie.

Kolejny pojedynek ligowy czeka Unię ponownie na własnym obiekcie. 9 czerwca na stadion przy ul. Zbylitowskiej 3 zawita Car Gwarant Start Gniezno, a sam Rosjanin będzie musiał mocno spieszyć się na to spotkanie. Poprzedniego wieczoru bowiem pojedzie on w eliminacjach do Speedway Grand Prix we francuskim Lamothe-Landerron, oddalonym od Jaskółczego Gniazda o ponad 2100 kilometrów. Potrzebny będzie zatem podział sprzętu oraz szybkie połączenie lotnicze, aby zjawić się na stadionie i zdążyć na pojedynek, zaplanowany na godzinę 14:30. – Ja mam dzień wcześniej zawody. Przyjeżdżam z Francji i chyba będę już w kevlarze (uśmiech).  Już kiedyś tak miałem, gdy jeździłem w Toruniu. Dotarłem w ostatniej chwili na zawody. Mam nadzieję, że zdążę – zakończył z nutką niepewności, rozmowę  z portalem speedwaynews.pl, Wiktor Kułakow.

źródło: speedwaynews.pl/Stanisław Wrona

Sponsorzy i partnerzy

grupa-azoty

saletrosanNOXY

tyskie

wesbudalcapone

wia-lanwamexsamrozkwitnad-stawkiemmrowkampgk-1megaelkrystankluzahektordunajecdekercezarcarsprintarkanankopolagriaRigatoniMATBUDKARMOTCINEMA 3DGaleria TarnoviaTarnowska TV HDKLICH

rehamedica
budpolLotto
Frukt

Tarnów

mis-serwis-techniczny

eska

AMS Iveco

Hyundai Karmot

Fundacja u Górala

Centrum Sztuki Mościce

Firma Remontowo Budowlana Rafał Nytko

Ogrody Aurora

 

Wykonanie strony Internetowej z przez Agencję Marketingową AdVIST