Oficjalny serwis Unii Tarnów ŻSSA

Tomasz Proszowski: „W naszym zespole są jeszcze rezerwy”

08/05/2020 18:27:08
Przemysław Frączek

– Gratuluję wygranej w Gnieźnie. Po raz kolejny mało kto stawiał na Pana zespół w wyjazdowym spotkaniu i po raz drugi sprawiliście niespodziankę, bo chyba tak trzeba nazwać ten rezultat.
– Na pewno tak trzeba powiedzieć. Nie nazwałbym zespołu jednak specjalistą od niespodzianek. To jest na pewno pokłosie tego sezonu, bo jak np. spojrzymy na drużynę z Gdańska, to ma ona na koncie dwa wyjazdy i dwa zwycięstwa. W naszym przypadku jest podobnie. Ten sezon jest przedziwny. Większość zauważyła,  że bukmacherzy mogli zacierać ręce, bo sporo wyników było ciężko trafić. Gdyby komuś się to jednak udało, to mógłby zdobyć duże pieniądze za obstawianie meczów, które kończyły się nieprzewidywalnie. Sezon pokazuje, że to wszystko jest dziwne. My to sami widzimy – w każdym meczu i biegu nadal jest loteria. Nasi liderzy, którzy jechali w piętnastym biegu (Ernest Koza i Artur Mroczka – przyp. red.), byli w Gnieźnie drugi raz na obcym torze w tym sezonie. Wcześniej wystąpili tylko w Gdańsku. Teraz człowiek się zastanawia, czy może w ogóle nie trzeba trenować nigdzie, bo jedziemy na obce tory i okazuje się, że lepiej nam się tam startuje, niż u siebie, gdzie trenujemy naprawdę dużo – tyle, ile kto potrzebuje. Wiemy, że drużyna gnieźnieńska przygotowywała się solidnie do tego meczu. Można powiedzieć, że była w gazie i liczono, że nas nie „wypuszczą” nawet z 40 punktów. Wkradło się u nich trochę nerwowości, ale to nie jest nasz problem. Regulamin jest taki sam i sędzia zgodnie z nim każe zawodników ostrzeżeniami lub wyklucza ich za taśmy. Dlatego nie można za bardzo mówić o szczęściu, bo nasi zawodnicy również mogli wjeżdżać w taśmę. My potraciliśmy na trasie de facto więcej punktów, niż drużyna gnieźnieńska. Suma summarum u nas zawodnicy dopełniali się nawzajem. Gdy ktoś miał słabszy bieg lub para była słabsza, to w następnym kolejni się odkuwali. Wyszedł ciekawy mecz i jesteśmy super zadowoleni z tego zwycięstwa – dosyć wysokiego, bo różnicą 10 punktów.

– Czy jakkolwiek mógł w osiągnięciu tego wyniku pomóc fakt, że ten tor był bardzo twardy, podobnie jak w Tarnowie?
– Dobrze wiemy, że w Gnieźnie zawsze jest taki tor. To, że był on taki twardy, to nic nagłego. Gniezno zawsze kojarzy się z twardym lub bardzo twardym torem. Wiemy na pewno, bo przerabialiśmy to u siebie na meczu z Toruniem, gdy przegraliśmy dość wysoko, że jest dużo trudniej przygotować nawierzchnię trochę przyczepną na zawody o godzinie 14. Niestety przy tak dużym słońcu – tak jak w sobotę w Gnieźnie – polewanie było co dwa biegi lub bieg. Ten tor zachowywał się całkowicie inaczej, niż gdyby ten mecz był rozgrywany w godzinach wieczornych. W Tarnowie mieliśmy taki przykład – jedno spotkanie było o 14, a drugi e o 19:15. W tym drugim był całkowicie inny tor i nagle pod koniec zawodów dało się wyprzedzać po zewnętrznej, a na meczu z Toruniem było to nierealne. Na pewno pogoda ma na to wpływ. Obydwie drużyny mają jednak te same warunki. Myślę, że to nie jest usprawiedliwienie, gdy ktoś mówi, że Gniezno przygotowało tor pod Tarnów. Oni zawsze na takim jechali. W tamtym roku było podobnie. Teraz tylko start był inaczej przygotowany, bo drużyna gnieźnieńska zażyczyła sobie bardziej przyczepny. On też jednak szybko zrobił się dosyć twardy, a nasi zawodnicy trafili z przełożeniami i wszystko im pasowało. Nawet, gdy nie wygrywali samego momentu startowego, to przy dojeździe do łuku potrafili być już na czołowych pozycjach.

– Nie da się ukryć, że zawodnicy Unii wyjścia spod taśmy mają lepsze na wyjazdach, niż w meczach domowych. Nawet w starciu z Polonią Bydgoszcz nie było tak dobrze, jak w Gnieźnie.
– Oczywiście, że tak. Widzimy to i zawodnicy dyskutują na ten temat. Mamy swoje przemyślenia, Peter Ljung zaproponował nam jeszcze coś innego. Na razie zachowam dla siebie to, czy to zastosujemy, czy nie. Widzimy to, że u siebie męczymy się dużo bardziej niż na wyjazdach. Ten sezon jest po prostu, jaki jest i może być wiele takich przypadków, że będzie się łatwiej jechało na wyjeździe, niż u siebie.

– Pomimo 10-punktowego zwycięstwa, które w spotkaniu wyjazdowym na tak trudnym terenie było dosyć duże, widać chyba pewne rezerwy. Wspomniany Peter Ljung, który zdobył 9 punktów z bonusem, przyzwyczaił kibiców do „dwucyfrówek”. Mieliśmy również bieg szósty, przegrany podwójnie, kiedy Michał Gruchalski przyjechał ostatni, a końcówkę miał on bardzo dobrą. Ten wynik zatem tak naprawdę mógł być chyba jeszcze wyższy?
– Oczywiście. Peter nie ma w tym sezonie jeszcze średniej 2,0, a w poprzednim miał prawie 2,40, to jest prawie 2-2,5 punktu więcej na mecz. Wiemy, że stać go na te wyniki i liczymy na to, że będzie on tak punktował. Dlatego widać, że tu mamy jeszcze rezerwy. Trzeba jednak zaznaczyć, że Peter tradycyjnie pokazuje swoją klasę w decydujących momentach, za co trzeba przed nim chylić czoła. W końcówce meczu w Gdańsku przywieźli z Mateuszem Cierniakiem super wyniki, tak samo było w Gnieźnie w decydującym wyścigu. Zawodnicy wiedzieli, że potrzebowaliśmy trzech punktów, aby zamknąć mecz już w czternastu biegach. Gdy byłaby sytuacja i jechaliby na 3:3, to na pewno nie atakowaliby pierwszego miejsca. W Gdańsku Peter nie atakował Pieszczka, wiedząc, że drugie miejsce w piętnastym biegu wystarczyło do zwycięstwa. Można powiedzieć, że on w tych najważniejszych i najcięższych momentach bardzo się sprawdza. Dużo pomaga zawodnikom. Ciekawie mógł wyglądać bieg, w którym Mateusz miał upadek na pierwszym miejscu. Tam pojawiła się nierówność, co zgłaszaliśmy do sędziego i były z tym robione małe poprawki. Mateusz jednak wychodził pierwszy i podejrzewam , że Peter  szybko by do niego dołączył i mogliśmy jeszcze powiększyć tę przewagę.

– Jak czuł się Mateusz po tym upadku? Uderzył mocno, ale szybko się podniósł.
– Nic poważnego mu się nie stało. Miał małe obtarcia i drobne potłuczenia. Jest to wkalkulowane w żużel. Zresztą widzieliśmy go później, gdy jechał dwa dobre biegi. Na pewno w naszym zespole są jeszcze wspomniane wcześniej rezerwy. Jeśli chodzi o Kima Nilssona, to uważam, że mecz w Gnieźnie był dużo lepszy w jego wykonaniu, choć może punktowo tak to nie wyglądało. Była to jednak całkowicie inna jazda. Kolejny mecz wyjazdowy, w biegu w którym jadą potencjalni liderzy, zaczął on od wyniku 5:1. Widzimy, jaki to daje handicap. My w tym roku w pierwszych biegach na wyjazdach trzy wygraliśmy podwójnie i raz 4:2. Jeśli zaczyna się spotkanie wyjazdowe od wyniku 10:2 lub 9:3, to daje to niesamowity komfort na początku meczu. Gdy tak się „dostaje”, to wówczas pojawia się nerwowość. Widać to było na torze, zwłaszcza po zachowaniu zawodników gnieźnieńskich na starcie.

– Kilka zdań o bohaterze spotkania. Ernest Koza mecz zakończył z 13 punktami na koncie i jeśli wrócilibyśmy do bukmacherów, to zapewne obstawiając, że będzie najlepszym zawodnikiem meczu, można było sporo zarobić.
– Oczywiście. Ernest potwierdza w tym roku, że jest naprawdę dobrze przygotowany i jedzie dobrze – bardzo pod drużynę. Nie jest tak, że on patrzy tylko na siebie, ale współpracuje z kolegami na torze. Gdy zawodnicy jechali w 15. biegu, mieli również powiedziane, że mecz jest wygrany i nie było potrzeby wdawania się w „przepychanki” i niepotrzebne akcje. Wyszli dlatego z Arturem spokojnie, swoje pozycje jakoś obronili,  aby nie przytrafiło się coś niepotrzebnego. (..) Na to też trzeba patrzeć, zwłaszcza, że ten sezon jest bardzo szybki. Każda kontuzja może pozbawić zawodników obecności w kilku meczach.

– Intensywność spotkań wzrasta – w jednym tygodniu mają się odbyć dwie kolejki, a Unia swoje mecze odjedzie w czwartek w Tarnowie z Lokomotivem Daugavpils i w sobotę w Ostrowie. Raczej nie spodziewać się zmian w przygotowaniach?
– Nie można mówić o specjalnych przygotowaniach, bo co można zrobić w tak krótkim czasie? Odbędzie się trening przed meczem czwartkowym. Zawodnicy muszą coś poprawić, aby byli dużo lepszymi niż na meczu z Bydgoszczą, zwłaszcza na starcie. Zobaczymy, na co pozwoli nam pogoda, bo są różne prognozy i może pojedziemy „z marszu”. Po meczu czwartkowym w piątek jest tylko robienie sprzętu i szykowanie się na wyjazd do Ostrowa. Wiemy, że nie możemy nigdzie wyjechać na obcy tor. Na pewno będzie jednak nieco inaczej, bo mamy w krótkim czasie – w ciągu 8 dni – trzy mecze, z czego dwa na wyjeździe. Z pewnością zawodnikom w tym rytmie fajnie się jeździ i nie potrzebują oni dodatkowych treningów.

– Unia powalczy o niespodziankę również w sobotę w Ostrowie?
– Na razie nie myślimy o meczu sobotnim, bo pierwszy jest czwartkowy. To jest dla nas w tym momencie priorytet. Tak, jak nas skazywano w dwóch meczach wyjazdowych, że nie wyjdziemy z 40 punktów, a obydwa wygraliśmy, tak samo moglibyśmy założyć w przypadku rywali z Daugavpils. Na własnej skórze przekonaliśmy się, jak wyglądają dywagacje, opinie fachowców i „ekspertów”. Ten sezon jest tak nieprzewidywalny, że nie można nikogo lekceważyć. Drużyna z Daugavpils po wzmocnieniu jednym zawodnikiem drugoligowym (Wadim Tarasienko – przyp. red.), bardzo postawiła się w Ostrowie. Musimy być na to przygotowani. Wiemy na pewno, że mają oni jedną z najsilniejszych par młodzieżowych i mogą jechać trzema lub czterema juniorami. Każdy z nich jest groźny i może robić punkty na seniorach. To nie są tylko dwaj juniorzy pod numerami 6 i 7, ale często i mocna „ósemka” lub ktoś może być również w podstawowym składzie.

– Trudno mówić o zmianach po takim wyjazdowym zwycięstwie, ale jaka przyszłość czeka Daniela Kaczmarka? Czy dostanie on szansę w pełnym wymiarze meczowym, czy na razie jest to pewny numer 8 lub 16?
– Jeżeli mówimy o meczu najbliższym, to na pewno będzie on wystawiony pod numerem 16. Nie wiemy jednak, co się wydarzy. Życie pokazuje, że w tym roku wiele przewidywań bierze w łeb. Michał Gruchalski w pierwszym meczu nie jechał, w drugim dostał szansę i ją wykorzystał. Wierzymy, że Daniel też będzie miał swoją i na pewno zaprezentuje się dobrze. Tym bardziej, że w Tarnowie wyglądał on bardzo dobrze na wszystkich treningach przed sezonem.

– Pojawiały się głosy o możliwości wystawienia Mateusza Cierniaka pod „ósemką” i zastępowania nim pozostałych juniorów. Jak to wygląda w rzeczywistości?
– Zawodnik młodzieżowy, wystawiony pod numerem ósmym lub szesnastym, może zmienić pozostałych juniorów tylko raz w ciągu meczu, ewentualnie jeszcze ma możliwość jazdy z rezerwy taktycznej. W takim przypadku zawodników z numerami 6-7 lub 14-15 mógłby on zastąpić maksymalnie trzy razy, a więc na torze pojawiłby się dokładnie w takiej samej ilości biegów, jak wtedy, gdy startuje jako podstawowy młodzieżowiec.

– Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w zbliżających się pojedynkach.
– Dziękuję.

Rozmawiał: Stanisław Wrona


grupa-azotyUnia Tarnów od wielu lat wspierana jest przez największy koncern chemiczny w Polsce – Grupę Azoty. Główny Partner klubu Grupa Azoty zajmuje się m.in. produkcją nawozów mineralnych i wieloskładnikowych. Ponadto takie produkty jak kaprolaktam, poliamid, alkohole OXO czy biel tytanowa mają silną pozycję w sektorze chemicznym oraz zajmują swoje zastosowanie w wielu gałęziach przemysłu.

Sponsorzy i partnerzy

grupa-azoty

saletrosanNOXY

ewinner

wesbudalcapone

wia-lanwamexsamrozkwitnad-stawkiemmrowkampgk-1krystankluzahektordunajecdekercezarcarsprintarkanagriaRigatoniMATBUDGaleria TarnoviaTarnowska TV HD

rehamedica
budpolLotto
Frukt

Tarnów

mis-serwis-techniczny

eska

 

 

 

 

Firma Remontowo Budowlana Rafał Nytko

Ogrody Aurora

 

Wykonanie strony Internetowej z przez Agencję Marketingową AdVIST