– Unia pokonała na wyjeździe Optibet Lokomotiv Daugavpils 45:44, a sam zdobyłeś w tym meczu 12 punktów z bonusem. Przegrywaliście już siedmioma punktami, a o minimalnej wygranej zdecydowała końcówka, a dokładniej wygrane podwójnie biegi 11. i 15. Sam pojechałeś w tym ostatnim i przyczyniłeś się do wygranej. Zwycięstwo w takich okolicznościach, z emocjami do samego końca cieszy chyba wyjątkowo?
– Dokładnie tak jest. Wygrana w ostatnim biegu, w ten sposób cieszy mocniej, można chyba powiedzieć, że nawet najbardziej. Naprawdę to zwycięstwo smakowało bardzo dobrze, bo była walka do ostatniego biegu. Cieszymy się z takiej końcówki, był to już nasz trzeci wygrany mecz. Mamy nadzieję, że dalej będzie nam szło podobnie. Trzymamy się tego planu.
– Z tym torem nie miałeś chyba żadnych problemów, bo 13 płatnych punktów to bardzo dobry rezultat. W jednym biegu „oczko” wydarł Ci na dystansie Jewgienij Kostygow. Tego punktu na szczęście nie zabrakło do zwycięstwa, a cały czas walczyłeś i pokazałeś na torze „pazur”, prawda?
– Można powiedzieć, że te dwie „dwójeczki”, które przywiozłem, były wynikiem moich błędów. Dałem się wtedy objechać. Rywal był szybki, a ja po prostu nie mogłem znaleźć odpowiedniej trajektorii jazdy. Można powiedzieć, że nie posłuchałem swoich doradców (śmiech). Później to trochę poprawiłem. Jak mówię, strata tych dwóch punktów była bardziej zależna ode mnie. Cieszy to, że mieliśmy świetnie spasowany sprzęt. Dobrze wychodziłem spod taśmy i radziłem sobie na trasie. Wszystko dzięki Witalijowi Filipowiczowi i Ernestowi Kozie, którzy pracują ze mną. To zasługa również pana Jacka Rempały, który świetnie przygotował silnik (uśmiech).
– Tor w Daugavpils bywa trudny, a w tym sezonie rywale nie zdobyli na nim wcześniej 40 punktów – gnieźnianie zakończyli swój mecz z 39, a pilanie z 36. Obawialiście się tego spotkania? Spodziewaliście się, że gospodarze stawią taki opór, po jednak wysokiej przegranej w Tarnowie, gdy wygraliście różnicą 24 punktów? W składzie Łotyszy doszło tylko do jednej zmiany i pojawił się w nim Oleg Michaiłow.
– Każdy rywal jest mocny. Jak już wcześniej wspominałem nie można nie doceniać przeciwników. Na torze w Daugavpils nasi rywale radzą sobie świetnie, są na nim bardzo dobrze spasowani. Gospodarze znają szybkie ścieżki i potrafią wygrywać na tym obiekcie. My jednak również chcemy zwyciężać w swoich meczach i to najważniejsze.
– Startowałeś w Daugavpils wielokrotnie, przed laty byłeś nawet zawodnikiem miejscowej drużyny. Czy ten tor jakkolwiek wyraźnie różnił się od tego, na jakim jeździłeś tutaj podczas swoich wcześniejszych występów? Czy bardziej spodziewałeś się tego, co zastałeś? Jak widzieliśmy od początku byłeś dobrze dysponowany, a nie pojawiłeś się na próbie przed meczem.
– Nie wyjeżdżałem na próbę toru, to prawda. Jeździłem tutaj jednak poprzednio w tamtym roku. Mam swoje notatki i zapiski z ubiegłego sezonu. Obserwuję również mniej więcej jak inni tu jeżdżą. Odpowiednio odczytaliśmy ten tor i nie pozostało nic innego, jak tylko nieźle jechać oraz wybierać dobre ścieżki (uśmiech).
– Następne ligowe spotkanie czeka Unię w niedzielę 23 czerwca na własnym torze. Poprzednie dwa domowe mecze zakończyły się Waszymi wysokimi zwycięstwami, a teraz rywalem będzie Polonia Piła, która lepiej jednak radzi sobie u siebie. Powiedziałeś, że każdego rywala należy doceniać, ale myślisz, że podejście do tego pojedynku może być nieco luźniejsze? Przystąpicie do niego jednak w roli zdecydowanego faworyta.
– Mam nadzieję, że nam dalej będzie szło tak dobrze u siebie, jak w poprzednich meczach. Na domowym torze mamy fajnie i nieźle spasowane sprzęty. Każdy z nas dorzuca ważne i cenne punkty. Liczę na to, że w kolejną niedzielę będzie podobnie.
– Planujesz w tym tygodniu jeszcze jakieś występy poza meczem U-24 Ekstraligi we wtorek w Krośnie?
– Na razie nie mam dodatkowych propozycji startów, więc póki co przygotowuję się tylko do tego meczu w U-24 Ekstralidze, a później do występu w niedzielę w Tarnowie.
Rozmawiał: Stanisław Wrona




















































































